Obóz jeden... wrażeń tysiące!
Ola Turska: Z pamiętnika LOS'u - opowieść oparta na faktach
Przygotowania
Po dość wielu przeszkodach natury organizacyjnej z jakimi
borykali się członkowie Ogólnopolskiej Federacji Młodzieżowych
Samorządów Lokalnych, kiedy znany był już wszem i wobec termin
oraz miejsce obozu, zaczęły się przygotowania...
Oprócz rzeczy oczywistych jakie musieliśmy zabrać (tj. ubrania itd.)
organizatorzy nakazali wziąć również:
- Latarkę z nowymi bateriami
- Wygodne rozchodzone buty (niestety szpilki odpadły w przedbiegu)
- Ciepłe, nieprzemakalne ubranie na wieczory w plenerze
(choć sama nie wiedziałam początkowo, gdzie my będziemy tak chodzić...)
- Dokument ze zdjęciem.
Do rzeczy które warto wziąć między innymi wpisano: "kreatywny,
otwarty umysł i dobry humor" - z tym mogło być troszkę problemu,
ponieważ są wakacje.
Kiedy razem z Darią znalazłyśmy najlepsze połączenie do Milicza,
wybrałyśmy się na dworzec w celu zakupienia biletów, a tu zaczęły
problemy. Pani w kasie, nie bardzo wiedziała jak wypisać nam bilet,
jednak po upływie 30 minut odchodziłyśmy od kasy upewniając się,
czy aby na pewno wszystko wypisała jak należy.
Dzień pierwszy - piątek 10 sierpnia 2007 r.
Godzina 5,30, a my już na dworcu. Zaspane, średnio zdecydowane
żeby jechać. Wsiadłyśmy do pociągu. Ciężko było znaleźć miejsce
siedzące, ale na szczęście udało się i do samego Wrocławia obeszło
się w przedziale bez zbędnego tłoku (3 osoby w przedziale
to w sam raz).
We Wrocławiu przesiadka i pierwsza pomyłka (bardzo śmieszna)
podczas podróży. Wychodząc z peronu, byłyśmy przekonane,
że chłopak idący przed nami jedzie także na LOS, ale niestety,
po dość chaotycznej rozmowie jaką z nim przeprowadziłyśmy,
okazało się, że nie.
Na dworcu spotkałyśmy innych uczestników obozu, ale nie mieliśmy
okazji zamienić nawet zadania, ponieważ byli w potrzebie
i pilnie poszukiwali toalety.
Pociąg z Wrocławia odjechał planowo. Problem jednak pojawił
się przed stacją Grabowno Wielkie, gdy okazało się, że nie
ma napięcia i podróż może ewentualnie odbywać się z prędkością
20 km/h co niestety nie było nam na rękę.
Postanowiłam, że napisze sms'a pod numer podany na karcie
informacyjnej obozu (same nie wiedziałyśmy z Darią czyj
to numer). Chwilę później oddzwania Jacek komunikując,
że jednym pociągiem z nami jadą jeszcze inne osoby na obóz.
Podał namiary i dzięki temu chwilę później poznałyśmy dwie
ekipy młodzieżowych radnych: z Rybnika i z Ustronia.
Do Milicza dojechaliśmy z godzinnym opóźnieniem. Zamówiliśmy
taksówkę i chwilę później byliśmy wszyscy w Internacie
Zespołu Szkół Leśnych i Agrotechnicznych.
Początkowo było bardzo dziwnie, nie podobało nam się,
że jesteśmy już przydzieleni do pokoi. Do obiadokolacji jedynie
podczas wspólnej kawy w pokoju wychowawców, zamieniliśmy
między sobą kilka zdań.
Po posiłku "Wstęp i przywitanie uczestników". Jako prezes
Federacji zaczął Sławek. Oczywiście później kolejno każdy
przedstawiał się i mówił o sobie kilka słów. Odbyły się
powitalne zabawy integracyjne, co rozluźniło dziwną atmosferę.
W pokoju z Darią (Rybnik) i Iloną (Krośnice) już pierwszego
wieczoru było wesoło.
Kiedy Daria weszła do łazienki, aby umyć się przed spaniem,
zobaczyła (jak dla mnie) malutkiego pajączka. Przeraziła się
i napisała wiadomość do Bartka, aby przyszedł bo to naprawdę
ważne... Kiedy wszedł do łazienki, zaczął się śmiać, jednak
wyjście nie było tak optymistyczne. Miał minę jakby odbył
z pajączkiem ciężką walkę i myślałyśmy, że jest zwyczajnie
na nas zły (co później okazało się bzdurą).
Grzecznie poszłyśmy spać, aby nie sprawiać problemów
wychowawczych naszej kadrze.
Dzień drugi - sobota 11 sierpnia 2007 r.
Po śniadaniu, odbyło się pierwsze spotkanie, w formie warsztatów:
"Jak prowadzić gry i zabawy integracyjne?". Oczywiście zaczęliśmy
od zabawy, Paulina i Wiktor przedstawili nam kilka gier integracyjnych,
po których już większość z nas znała swoje imiona i co nieco wiedziała
o pozostałych obozowiczach. Efektem integracji podczas porannych zajęć,
było zestawienie stołów na stołówce tak, aby był jeden, wspólny
dla wszystkich LOS'owiczów.
Po przerwie dalsze warsztaty "Grupa i procesy grupowe". Wspólnie
opracowywaliśmy zabawy integracyjne, a także zastanawialiśmy
się nad sposobami efektywnej pracy w zespole. Oprócz tego
każdy z uczestników wylosował swojego "ORZESZKA" dla którego
przez cały czas trwania LOS'u, musiał być "ANIOŁKIEM" - zabawa ta,
należy podkreślić, szczególnie spodobała się Wiktorowi.
Wieczorem zajęcia w terenie - "Poszukiwania". Zostaliśmy podzieleni
na cztery grupy - Zieloną, Żółtą, Fioletową i Czerwoną.
Każda z grup otrzymała 4 minuty, aby nanieść na plan punkty
z przygotowanego wzoru. Dostaliśmy polecenia, kartę grupy
i podpowiedzi. Każdy zespół miał inną kolejność punktów jakie
należało znaleźć. Mieliśmy limit czasowy oraz pół godziny kosztem
30 punktów karnych. Za każdą następną minutę spóźnienia, grupa
otrzymywała 10 punktów karnych.
Po powrocie do internatu - wszystkie grupy wróciły ok. godziny 1,
okazało się, ku ogromnemu zdziwieniu kadry, że żaden z zespołów
nie znalazł wszystkich punktów.
Drugiego dnia wypowiedziane zostały pierwsze powiedzonka, m.in.:
- Nieobciągnięte parówki
- Gdzie jest NEMO?
- Idziecie dalej, czy za chwilę będziecie wracać,
bo nie wiem czy iść czy czekać?
- W tym lesie chodzą trupy!
- - Nudzi mi się...
- To otwórz okno!
- Zjedz coś, bo się przewrócisz.
- Jeśli grupa ma więcej członków, niż jeden członek ma członków.
Dzień trzeci - niedziela 12 sierpnia 2007 r.
Mimo późnego powrotu, nie mieliśmy problemu żeby wstać na
śniadanie i pełni energii wziąć udział w zajęciach - "Grupa
i procesy grupowe c.d.". Na początek rewelacyjna, rozluźniająca
zabawa integrująca. Następnie praca w grupach i prezentacja
wspólnie opracowanych tematów, dotyczących słuchania i cech
idealnego słuchacza.
Oczywiście nie zabrakło także podsumowania poszukiwań.
Każdy grupowy przedstawił swoje spostrzeżenia. Okazało się,
że w ogóle nie potrafiliśmy zorganizować pracy w grupie,
podczas nocnych zajęć. Zwycięzcą okazała się grupa Basi -
Zielona. W nagrodę otrzymali przepyszne ciasto.
Wieczorem wszyscy uczestnicy postanowili wykorzystać
wolny czas, na wspólną zabawę. Wiktor zaproponował "tunel".
Gra tak bardo przypadła nam do gustu, że w połowie drogi
dookoła internatu zaczęliśmy śpiewać. W ten oto sposób
staliśmy się już bardzo zgraną ekipą.
Ciekawe cytaty z dnia trzeciego:
- tak, tak zróbmy coś "MEGA"
- - Gdzie jest NEMO?
- Filtruje wodę z Jaskiniowcem!
Dzień czwarty - poniedziałek 13 sierpnia 2007 r.
Rano odbyły się ostatnie warsztaty z Pauliną "Komunikacja
i motywowanie". Wspólnie staraliśmy się znaleźć złoty środek
na zachęcenie wszystkich młodzieżowych radnych, do równie
efektywnej pracy na rzecz środowiska lokalnego.
Po obiedzie "pałeczkę warsztatową" przejął Jacek.
Przypomnieliśmy sobie na podstawie jakiej ustawy
powoływane są Młodzieżowe Rady Gmin / Miasta i jakie
są trzy filary młodzieżowej rady. Omówiliśmy także
różne sposoby angażowania rówieśników do działań lokalnych.
Wieczorem odbyła się "Druga Edycja Poszukiwań".
Niestety wyruszyliśmy w nieco okrojonym składzie,
gdyż Emi i Aga (Ustroń) nie chciały wziąć udziału
w ponownym spacerze po parku. Podzieleni, jak poprzednio,
na cztery grupy o tych samych nazwach, a innym składzie
ruszyliśmy z zapałem i chęcią odnalezienia wszystkich
zaznaczonych miejsc. Niestety i tym razem nie udało się...
W czasie, gdy Paweł beztrosko klęczał przed koszem
na śmieci, zakolorowując kolejny kwadrat na karcie,
pozostali członkowie grupy zielonych mieli przyjemność
poznania pewnego mieszkańca Milicza. Sprawił niezbyt
miłe wrażenie, kiedy znienacka wyszedł zza żywopłotu
z metalowym prętem w dłoni. Krzyczał, że zakłócamy jego
spokój. Chwilę później groził, że nas pozabija. Postanowiliśmy
jak najszybciej oddalić się od rozzłoszczonego miliczanina.
Jednak jego sumienie nie pozwoliło mu zostawić tej spawy
i postanowił udać się za nami.
W wyniku zaistniałej sytuacji, w wyznaczonym przez kadrę
miejscu spotkaliśmy się, w celu podjęcia decyzji o dalszym
planie działania. Bartek kazał nam się naradzić i ustalić,
czy chcemy kontynuować poszukiwania, czy też wrócić do internatu,
tym samym przerywając zabawę. Wymiana zdań początkowo była dosyć
burzliwa, jednak po chwili każdy spokojnie mógł się wypowiedzieć.
Niestety, w wyznaczonych trzech minutach, jako grupa nie podjęliśmy
wspólnej decyzji. Postanowiłam "wziąć sprawę w swoje ręce"
i powiedziałam, że wracamy.
Po powrocie została ustalona godzina spotkania, na którym
wspólnie omówiliśmy całe zajście w parku.
Bezpieczni, pod fachową opieką kadry poszliśmy spać.
Niezapomniana twórczość dnia czwartego:
- facet z dzidą (tak został określony niemiły miliczanin)
- tak się wystraszyłam, że aż mi bark zdrętwiał
- akcja przebiegała dwutorowo
- po pierwsze chciałem iść, po drugie no... chciałem iść,
a po trzecie hm... jak by to ująć, hm... chciałem iść
- czy on jest chory psychicznie? (mowa o "facecie z dzidą")
- no i biegłam i się zasapałam, i musiałam trochę stanąć
- - Facet z dzidą ma rower!
- No cóż... wygląda na to,
że jest zmotoryzowany!
- Jo sie myja! Jo sie gola!
Dzień piąty - wtorek 14 sierpnia 2007 r.
6.40 - odbiór suchego prowiantu ze stołówki
7.10 - zbiórka przed internatem.
Z miejsca zakwaterowania ruszyliśmy na stację PKP, skąd pociągiem
udaliśmy się do Wrocławia. Na naszych twarzach widoczne były ślady
zmęczenia, spowodowanego nietypowymi zajściami w nocy.
We Wrocławiu mieliśmy trochę czasu dla siebie. Jednak na początku
postanowiliśmy wykonać naszą ulubioną zabawę integracyjną - tunel,
na wrocławskim rynku. Wzbudziliśmy w przechodniach niemałe
zainteresowanie. Wspólnie śpiewaliśmy, rewelacyjnie się
przy tym bawiąc.
Kiedy spotkaliśmy się na zbiórce razem z kadrą, otrzymaliśmy
instrukcję do wykonania "Trzeciej Edycji Poszukiwań". Znacznie
różniła się ona od poprzednich, jednak cel był ten sam.
Tym razem naszym zadaniem było odnalezienie zaznaczonych
obiektów i sfotografowanie przy nich grupy. Zadanie nie było
łatwe, gdyż nie każdy zaznaczony punkt był rozpoznawalny
przez mieszkańców Wrocławia, np. Pałac Hohenlohe. Jednak
były grupy, którym udało się w wyznaczonym czasie poznać
wszystkie miejsca. Dzięki tej edycji poszukiwań, mieliśmy
okazję zobaczyć i zwiedzić Wrocław w nieco inny, bardziej
interesujący sposób. Mniej przyjemnym aspektem tej wędrówki
były pęcherze, które po trzygodzinnym marszu pojawiły się
na naszych stopach. Zmęczeni udaliśmy się na obiad, a później
w podróż powrotną do Milicza. Podczas powrotu większość
uczestników LOS'u postanowiła wykorzystać czas na sen,
którego wszyscy potrzebowali.
Po powrocie do internatu i zjedzeniu obiadokolacji,
każdy na nowo tryskał energią.
We Wrocławiu wymyślone zostało całkiem nowe, i niepowtarzalne
rozwinięcie LOS - Ludzie Ostatniej Szansy!
Dzień szósty - środa 15 sierpnia 2007 r.
Zaczęliśmy zajęcia z zakresu "Planowania działań". W czasie gdy
znaczna część kadry jeszcze spała, my pracowaliśmy w grupach.
Naszym zadaniem tym razem było zaplanowanie wybranego przez nas
celu. Dodatkowym elementem tego ćwiczenia było ustalenie
priorytetów. Każde zadanie musiało być przez nas sklasyfikowane
i oznaczone literami A (zadania mające największe znaczenie,
bez ich wykonania projekt nie mógłby się odbyć), B (ważne zadanie,
bez których projekt mógłby się odbyć, ale byłby mocno niedoskonały)
i C (zadania mające najmniejsze znaczenie, bez ich wykonania
projekt może odbyć się bez znacznych usterek, można je wykonać
w krótkim czasie).
Kolejnym ćwiczeniem w grupach, był "Prototyp". Spośród członków
grupy należało wybrać: głównego instruktora (widział on prototyp
i opowiadał kurierowi co widzi), wykonawcę (nie widział on
prototypu, wykonywał rysunek), kontrolera (widział prototyp,
mógł odpowiadać na pytania: tak, nie, nie wiem), magazyniera
(podawał markery) i kuriera (nie widział prototypu, rozmawiał
z głównym konstruktorem i wykonawcą). Naszym zadaniem było jak
najwierniejsze odtworzenie rysunku.
Po przerwie obiadowej poznaliśmy programy grantowe dostępne
dla MRM. Dowiedzieliśmy się o nich najistotniejszych rzeczy.
Był to wstęp do kolejnego, dwudniowego zadania, jakim
było napisanie projektu.
Wieczorem odbyła się projekcja zdjęć, jakie Sławek
umieścił w Internecie z relacją z obozu.
Tej nocy kadra wiedziała o naszym istnieniu. Początkowo
chcieliśmy chodzić po pokojach, jednak kiedy nasi opiekunowie
stanowczo powiedzieli NIE, znaleźliśmy inny sposób na komunikację.
Otworzyliśmy okna i wychylając głowy rozmawialiśmy z pozostałymi
uczestnikami. Doszło tej nocy do kilku ciekawych incydentów:
- Kiedy z jednego pokoju wychylił się Wiktor mówiąc "Czy ja
mówię niewyraźnie? Do pokoi!". Na co Paweł odpowiada:
"A czy ja jestem za oknem? Przecież jestem w pokoju!".
- Daria (Rybnik) zła, że nie może iść złożyć życzeń urodzinowych
Natalii, wychyla się przez okno trzymając w ręce banana
i mówi: "Oto symbol mojej wolności" i w momencie kiedy
pada ostatnie słowo, banan ląduje na ziemi.
- Siedząc w oknach i mając chęć dokuczenia kadrze
postanowiliśmy, że w każdym pokoju w jednej chwili
uchylą się drzwi. Sytuacja była komiczna, kiedy do
wszystkich przychodził Wiktor pytając co się stało,
gasząc światło, zamykając okno i zasłaniając rolety.
Gdy tylko wychodził wszystko wracało do stanu przed
jego wejściem.
Dzień siódmy - czwartek 16 sierpnia 2007 r.
Ostatni dzień razem, wszyscy w jednej "kupie".
Było nam smutno, że musimy się rozstać. Podczas zajęć
w ciągu dnia pisaliśmy projekty, na otrzymanie grantów.
Ciężkie zadanie ale jakże przydatne podczas pracy w MRM/G.
Pierwsze łzy popłynęły, gdy po obiedzie Daria i ja
czekałyśmy przed internatem na przyjazd taksówki.
Było nam przykro, że musimy się pożegnać. Kiedy
odjechałyśmy łzy same napływały do oczu, a tak nie wierzyliśmy
w słowa Sławka, który pierwszego dnia zapewnił nas,
że łzy na pewno będą.
(ciąg dalszy relacji z LOS'u napisany na podstawie
przemyśleń pozostałych obozowiczów)
Po obiedzie przedstawiliśmy swoje projekty. Następnie
odbyła się ewaluacja, no i oczywiście jej nieodłączny
element - test sprawdzający naszą wiedzę z prowadzonych
zajęć. Był całkiem obszerny, pytania zamknięte i otwarte,
a także pytania z życia, np. "Kim był Matylewicz?". Kiedy
już wylaliśmy siódme poty aby cokolwiek napisać, przeszliśmy
do przedstawiania naszych opinii na temat obozu. Każdy
powiedział, co mu się podobało, co nie. Kolejna ankieta
i anonimowe przelanie naszych słów na papier. Dodatkowo
wyrażaliśmy swoją opinię o wykładowcach, a także
prowadzonych przez nich warsztatach.
Nie zabrakło również pomysłów na przyszły rok, poprawek,
skarg i zażaleń (np. Dlaczego obóz jest taki krótki!?).
Chwilka przerwy na odszykowanie się i ponowne spotkanie.
Po raz kolejny zostaliśmy mile zaskoczeni przez kadrę.
Na sali przygotowany był szwedzki stół, po brzegi wypełniony
smakołykami. Sałatki, owoce, słodycze - wszystko czego dusza
zapragnie i wszystko dla nas!
Oglądając zdjęcia, jakie
zostały zrobione przez ostatnie siedem dni, Sławek wygłosił
mowę pożegnalną, która doprowadziła większość Ludzi Ostatniej
Szansy do łez. Pozostała część kadry, również wypowiedziała
kilka ciepłych i serdecznych słów.
Płakali już chyba wszyscy, co spowodowane było słowami
jakie padły, wspomnieniami rodzącymi się podczas projekcji
zdjęć i nastrojową muzyką.
Po obejrzeniu fotografii rozpoczęło się After Party.
Jako pierwszy, popis Wiktora, który był tak fascynujący,
że nie da się go opisać.
Wszyscy zaczęli się bawić.
Ciekawym elementem był także aerobik poprowadzony
przez Pawła, a później także Amadeusza. Około północy
z okazji urodzin Natalii i Emilii uroczyście odśpiewane
zostało STO LAT. Nie zabrakło tortów, które przygotowały
same solenizantki.
Gdy już byliśmy zmęczeni, postanowiliśmy obejrzeć film
"Dom tysiąca trupów". Część obozowiczów poszła spać,
zaś pozostali do rana rozmawiali.
Dzień ósmy - piątek 17 sierpnia 2007 r.
Nadszedł czas rozstania. Już przed ósmą w internacie, oprócz
kadry, zostało tylko sześć osób. Do 13 nie było już nikogo...
Wracaliśmy z mieszanymi uczuciami. Smutni, że musieliśmy się
rozstać i szczęśliwi, że mieliśmy okazję poznać tylu cudownych ludzi.
Tydzień po LOS'ie
Mamy ze sobą kontakt. Forum Federacji ożyło i pewnie nie na krótko.
Zapraszamy się wzajemnie w odwiedziny, jednak wiemy, że prawdopodobnie
do spotkania w takim samym gronie już nie dojdzie. Wspominamy
to co było piękne, czyli cały LOS 2007.
Z podziękowaniem organizatorom obozu - LOS 2007
Aleksandra Turska
Tczew 2007
|
 |
|