Homepage
Idea Program Rekrutacja Uczestnicy Kadra Milicz Rezultaty Relacje Fotorelacja Sponsorzy   2006  
 
Obóz jeden... wrażeń tysiące!

Ola Turska: Z pamiętnika LOS'u - opowieść oparta na faktach

Przygotowania

Po dość wielu przeszkodach natury organizacyjnej z jakimi borykali się członkowie Ogólnopolskiej Federacji Młodzieżowych Samorządów Lokalnych, kiedy znany był już wszem i wobec termin oraz miejsce obozu, zaczęły się przygotowania...
Oprócz rzeczy oczywistych jakie musieliśmy zabrać (tj. ubrania itd.) organizatorzy nakazali wziąć również:
  • Latarkę z nowymi bateriami
  • Wygodne rozchodzone buty (niestety szpilki odpadły w przedbiegu)
  • Ciepłe, nieprzemakalne ubranie na wieczory w plenerze (choć sama nie wiedziałam początkowo, gdzie my będziemy tak chodzić...)
  • Dokument ze zdjęciem.
Do rzeczy które warto wziąć między innymi wpisano: "kreatywny, otwarty umysł i dobry humor" - z tym mogło być troszkę problemu, ponieważ są wakacje.
Kiedy razem z Darią znalazłyśmy najlepsze połączenie do Milicza, wybrałyśmy się na dworzec w celu zakupienia biletów, a tu zaczęły problemy. Pani w kasie, nie bardzo wiedziała jak wypisać nam bilet, jednak po upływie 30 minut odchodziłyśmy od kasy upewniając się, czy aby na pewno wszystko wypisała jak należy.

W pociągu do Milicza...



Dzień pierwszy - piątek 10 sierpnia 2007 r.

Godzina 5,30, a my już na dworcu. Zaspane, średnio zdecydowane żeby jechać. Wsiadłyśmy do pociągu. Ciężko było znaleźć miejsce siedzące, ale na szczęście udało się i do samego Wrocławia obeszło się w przedziale bez zbędnego tłoku (3 osoby w przedziale to w sam raz).
We Wrocławiu przesiadka i pierwsza pomyłka (bardzo śmieszna) podczas podróży. Wychodząc z peronu, byłyśmy przekonane, że chłopak idący przed nami jedzie także na LOS, ale niestety, po dość chaotycznej rozmowie jaką z nim przeprowadziłyśmy, okazało się, że nie.
Na dworcu spotkałyśmy innych uczestników obozu, ale nie mieliśmy okazji zamienić nawet zadania, ponieważ byli w potrzebie i pilnie poszukiwali toalety.
Pociąg z Wrocławia odjechał planowo. Problem jednak pojawił się przed stacją Grabowno Wielkie, gdy okazało się, że nie ma napięcia i podróż może ewentualnie odbywać się z prędkością 20 km/h co niestety nie było nam na rękę.
Postanowiłam, że napisze sms'a pod numer podany na karcie informacyjnej obozu (same nie wiedziałyśmy z Darią czyj to numer). Chwilę później oddzwania Jacek komunikując, że jednym pociągiem z nami jadą jeszcze inne osoby na obóz. Podał namiary i dzięki temu chwilę później poznałyśmy dwie ekipy młodzieżowych radnych: z Rybnika i z Ustronia.
Do Milicza dojechaliśmy z godzinnym opóźnieniem. Zamówiliśmy taksówkę i chwilę później byliśmy wszyscy w Internacie Zespołu Szkół Leśnych i Agrotechnicznych.
Początkowo było bardzo dziwnie, nie podobało nam się, że jesteśmy już przydzieleni do pokoi. Do obiadokolacji jedynie podczas wspólnej kawy w pokoju wychowawców, zamieniliśmy między sobą kilka zdań.

Miny na początku bywały różne...


Po posiłku "Wstęp i przywitanie uczestników". Jako prezes Federacji zaczął Sławek. Oczywiście później kolejno każdy przedstawiał się i mówił o sobie kilka słów. Odbyły się powitalne zabawy integracyjne, co rozluźniło dziwną atmosferę. W pokoju z Darią (Rybnik) i Iloną (Krośnice) już pierwszego wieczoru było wesoło.
Kiedy Daria weszła do łazienki, aby umyć się przed spaniem, zobaczyła (jak dla mnie) malutkiego pajączka. Przeraziła się i napisała wiadomość do Bartka, aby przyszedł bo to naprawdę ważne... Kiedy wszedł do łazienki, zaczął się śmiać, jednak wyjście nie było tak optymistyczne. Miał minę jakby odbył z pajączkiem ciężką walkę i myślałyśmy, że jest zwyczajnie na nas zły (co później okazało się bzdurą).
Grzecznie poszłyśmy spać, aby nie sprawiać problemów wychowawczych naszej kadrze.


Dzień drugi - sobota 11 sierpnia 2007 r.

Po śniadaniu, odbyło się pierwsze spotkanie, w formie warsztatów: "Jak prowadzić gry i zabawy integracyjne?". Oczywiście zaczęliśmy od zabawy, Paulina i Wiktor przedstawili nam kilka gier integracyjnych, po których już większość z nas znała swoje imiona i co nieco wiedziała o pozostałych obozowiczach. Efektem integracji podczas porannych zajęć, było zestawienie stołów na stołówce tak, aby był jeden, wspólny dla wszystkich LOS'owiczów.
Po przerwie dalsze warsztaty "Grupa i procesy grupowe". Wspólnie opracowywaliśmy zabawy integracyjne, a także zastanawialiśmy się nad sposobami efektywnej pracy w zespole. Oprócz tego każdy z uczestników wylosował swojego "ORZESZKA" dla którego przez cały czas trwania LOS'u, musiał być "ANIOŁKIEM" - zabawa ta, należy podkreślić, szczególnie spodobała się Wiktorowi.
Wieczorem zajęcia w terenie - "Poszukiwania". Zostaliśmy podzieleni na cztery grupy - Zieloną, Żółtą, Fioletową i Czerwoną.
Każda z grup otrzymała 4 minuty, aby nanieść na plan punkty z przygotowanego wzoru. Dostaliśmy polecenia, kartę grupy i podpowiedzi. Każdy zespół miał inną kolejność punktów jakie należało znaleźć. Mieliśmy limit czasowy oraz pół godziny kosztem 30 punktów karnych. Za każdą następną minutę spóźnienia, grupa otrzymywała 10 punktów karnych.
Po powrocie do internatu - wszystkie grupy wróciły ok. godziny 1, okazało się, ku ogromnemu zdziwieniu kadry, że żaden z zespołów nie znalazł wszystkich punktów.

Podczas 'Poszukiwań'


Drugiego dnia wypowiedziane zostały pierwsze powiedzonka, m.in.:
  • Nieobciągnięte parówki
  • Gdzie jest NEMO?
  • Idziecie dalej, czy za chwilę będziecie wracać, bo nie wiem czy iść czy czekać?
  • W tym lesie chodzą trupy!
  • - Nudzi mi się...
    - To otwórz okno!
  • Zjedz coś, bo się przewrócisz.
  • Jeśli grupa ma więcej członków, niż jeden członek ma członków.



Dzień trzeci - niedziela 12 sierpnia 2007 r.

Mimo późnego powrotu, nie mieliśmy problemu żeby wstać na śniadanie i pełni energii wziąć udział w zajęciach - "Grupa i procesy grupowe c.d.". Na początek rewelacyjna, rozluźniająca zabawa integrująca. Następnie praca w grupach i prezentacja wspólnie opracowanych tematów, dotyczących słuchania i cech idealnego słuchacza.
Oczywiście nie zabrakło także podsumowania poszukiwań. Każdy grupowy przedstawił swoje spostrzeżenia. Okazało się, że w ogóle nie potrafiliśmy zorganizować pracy w grupie, podczas nocnych zajęć. Zwycięzcą okazała się grupa Basi - Zielona. W nagrodę otrzymali przepyszne ciasto.
Wieczorem wszyscy uczestnicy postanowili wykorzystać wolny czas, na wspólną zabawę. Wiktor zaproponował "tunel". Gra tak bardo przypadła nam do gustu, że w połowie drogi dookoła internatu zaczęliśmy śpiewać. W ten oto sposób staliśmy się już bardzo zgraną ekipą.
Ciekawe cytaty z dnia trzeciego:
  • tak, tak zróbmy coś "MEGA"
  • - Gdzie jest NEMO?
    - Filtruje wodę z Jaskiniowcem!

Tunel dookoła internatu :)


Dzień czwarty - poniedziałek 13 sierpnia 2007 r.

Rano odbyły się ostatnie warsztaty z Pauliną "Komunikacja i motywowanie". Wspólnie staraliśmy się znaleźć złoty środek na zachęcenie wszystkich młodzieżowych radnych, do równie efektywnej pracy na rzecz środowiska lokalnego.
Po obiedzie "pałeczkę warsztatową" przejął Jacek. Przypomnieliśmy sobie na podstawie jakiej ustawy powoływane są Młodzieżowe Rady Gmin / Miasta i jakie są trzy filary młodzieżowej rady. Omówiliśmy także różne sposoby angażowania rówieśników do działań lokalnych.

Rozgrzewka do warsztatów z Jackiem


Wieczorem odbyła się "Druga Edycja Poszukiwań". Niestety wyruszyliśmy w nieco okrojonym składzie, gdyż Emi i Aga (Ustroń) nie chciały wziąć udziału w ponownym spacerze po parku. Podzieleni, jak poprzednio, na cztery grupy o tych samych nazwach, a innym składzie ruszyliśmy z zapałem i chęcią odnalezienia wszystkich zaznaczonych miejsc. Niestety i tym razem nie udało się...
W czasie, gdy Paweł beztrosko klęczał przed koszem na śmieci, zakolorowując kolejny kwadrat na karcie, pozostali członkowie grupy zielonych mieli przyjemność poznania pewnego mieszkańca Milicza. Sprawił niezbyt miłe wrażenie, kiedy znienacka wyszedł zza żywopłotu z metalowym prętem w dłoni. Krzyczał, że zakłócamy jego spokój. Chwilę później groził, że nas pozabija. Postanowiliśmy jak najszybciej oddalić się od rozzłoszczonego miliczanina. Jednak jego sumienie nie pozwoliło mu zostawić tej spawy i postanowił udać się za nami.
W wyniku zaistniałej sytuacji, w wyznaczonym przez kadrę miejscu spotkaliśmy się, w celu podjęcia decyzji o dalszym planie działania. Bartek kazał nam się naradzić i ustalić, czy chcemy kontynuować poszukiwania, czy też wrócić do internatu, tym samym przerywając zabawę. Wymiana zdań początkowo była dosyć burzliwa, jednak po chwili każdy spokojnie mógł się wypowiedzieć. Niestety, w wyznaczonych trzech minutach, jako grupa nie podjęliśmy wspólnej decyzji. Postanowiłam "wziąć sprawę w swoje ręce" i powiedziałam, że wracamy.
Po powrocie została ustalona godzina spotkania, na którym wspólnie omówiliśmy całe zajście w parku.
Bezpieczni, pod fachową opieką kadry poszliśmy spać.
Niezapomniana twórczość dnia czwartego:
  • facet z dzidą (tak został określony niemiły miliczanin)
  • tak się wystraszyłam, że aż mi bark zdrętwiał
  • akcja przebiegała dwutorowo
  • po pierwsze chciałem iść, po drugie no... chciałem iść, a po trzecie hm... jak by to ująć, hm... chciałem iść
  • czy on jest chory psychicznie? (mowa o "facecie z dzidą")
  • no i biegłam i się zasapałam, i musiałam trochę stanąć
  • - Facet z dzidą ma rower!
    - No cóż... wygląda na to, że jest zmotoryzowany!
  • Jo sie myja! Jo sie gola!



Dzień piąty - wtorek 14 sierpnia 2007 r.

6.40 - odbiór suchego prowiantu ze stołówki
7.10 - zbiórka przed internatem.
Z miejsca zakwaterowania ruszyliśmy na stację PKP, skąd pociągiem udaliśmy się do Wrocławia. Na naszych twarzach widoczne były ślady zmęczenia, spowodowanego nietypowymi zajściami w nocy.
We Wrocławiu mieliśmy trochę czasu dla siebie. Jednak na początku postanowiliśmy wykonać naszą ulubioną zabawę integracyjną - tunel, na wrocławskim rynku. Wzbudziliśmy w przechodniach niemałe zainteresowanie. Wspólnie śpiewaliśmy, rewelacyjnie się przy tym bawiąc.
Kiedy spotkaliśmy się na zbiórce razem z kadrą, otrzymaliśmy instrukcję do wykonania "Trzeciej Edycji Poszukiwań". Znacznie różniła się ona od poprzednich, jednak cel był ten sam. Tym razem naszym zadaniem było odnalezienie zaznaczonych obiektów i sfotografowanie przy nich grupy. Zadanie nie było łatwe, gdyż nie każdy zaznaczony punkt był rozpoznawalny przez mieszkańców Wrocławia, np. Pałac Hohenlohe. Jednak były grupy, którym udało się w wyznaczonym czasie poznać wszystkie miejsca. Dzięki tej edycji poszukiwań, mieliśmy okazję zobaczyć i zwiedzić Wrocław w nieco inny, bardziej interesujący sposób. Mniej przyjemnym aspektem tej wędrówki były pęcherze, które po trzygodzinnym marszu pojawiły się na naszych stopach. Zmęczeni udaliśmy się na obiad, a później w podróż powrotną do Milicza. Podczas powrotu większość uczestników LOS'u postanowiła wykorzystać czas na sen, którego wszyscy potrzebowali.
Po powrocie do internatu i zjedzeniu obiadokolacji, każdy na nowo tryskał energią.
We Wrocławiu wymyślone zostało całkiem nowe, i niepowtarzalne rozwinięcie LOS - Ludzie Ostatniej Szansy!


Powrót do Milicza




Dzień szósty - środa 15 sierpnia 2007 r.

Zaczęliśmy zajęcia z zakresu "Planowania działań". W czasie gdy znaczna część kadry jeszcze spała, my pracowaliśmy w grupach. Naszym zadaniem tym razem było zaplanowanie wybranego przez nas celu. Dodatkowym elementem tego ćwiczenia było ustalenie priorytetów. Każde zadanie musiało być przez nas sklasyfikowane i oznaczone literami A (zadania mające największe znaczenie, bez ich wykonania projekt nie mógłby się odbyć), B (ważne zadanie, bez których projekt mógłby się odbyć, ale byłby mocno niedoskonały) i C (zadania mające najmniejsze znaczenie, bez ich wykonania projekt może odbyć się bez znacznych usterek, można je wykonać w krótkim czasie).
Kolejnym ćwiczeniem w grupach, był "Prototyp". Spośród członków grupy należało wybrać: głównego instruktora (widział on prototyp i opowiadał kurierowi co widzi), wykonawcę (nie widział on prototypu, wykonywał rysunek), kontrolera (widział prototyp, mógł odpowiadać na pytania: tak, nie, nie wiem), magazyniera (podawał markery) i kuriera (nie widział prototypu, rozmawiał z głównym konstruktorem i wykonawcą). Naszym zadaniem było jak najwierniejsze odtworzenie rysunku.
Po przerwie obiadowej poznaliśmy programy grantowe dostępne dla MRM. Dowiedzieliśmy się o nich najistotniejszych rzeczy. Był to wstęp do kolejnego, dwudniowego zadania, jakim było napisanie projektu.
Wieczorem odbyła się projekcja zdjęć, jakie Sławek umieścił w Internecie z relacją z obozu.
Tej nocy kadra wiedziała o naszym istnieniu. Początkowo chcieliśmy chodzić po pokojach, jednak kiedy nasi opiekunowie stanowczo powiedzieli NIE, znaleźliśmy inny sposób na komunikację. Otworzyliśmy okna i wychylając głowy rozmawialiśmy z pozostałymi uczestnikami. Doszło tej nocy do kilku ciekawych incydentów:

  • Kiedy z jednego pokoju wychylił się Wiktor mówiąc "Czy ja mówię niewyraźnie? Do pokoi!". Na co Paweł odpowiada: "A czy ja jestem za oknem? Przecież jestem w pokoju!".
  • Daria (Rybnik) zła, że nie może iść złożyć życzeń urodzinowych Natalii, wychyla się przez okno trzymając w ręce banana i mówi: "Oto symbol mojej wolności" i w momencie kiedy pada ostatnie słowo, banan ląduje na ziemi.
  • Siedząc w oknach i mając chęć dokuczenia kadrze postanowiliśmy, że w każdym pokoju w jednej chwili uchylą się drzwi. Sytuacja była komiczna, kiedy do wszystkich przychodził Wiktor pytając co się stało, gasząc światło, zamykając okno i zasłaniając rolety. Gdy tylko wychodził wszystko wracało do stanu przed jego wejściem.



Dzień siódmy - czwartek 16 sierpnia 2007 r.

Ostatni dzień razem, wszyscy w jednej "kupie". Było nam smutno, że musimy się rozstać. Podczas zajęć w ciągu dnia pisaliśmy projekty, na otrzymanie grantów. Ciężkie zadanie ale jakże przydatne podczas pracy w MRM/G.
Pierwsze łzy popłynęły, gdy po obiedzie Daria i ja czekałyśmy przed internatem na przyjazd taksówki. Było nam przykro, że musimy się pożegnać. Kiedy odjechałyśmy łzy same napływały do oczu, a tak nie wierzyliśmy w słowa Sławka, który pierwszego dnia zapewnił nas, że łzy na pewno będą.

(ciąg dalszy relacji z LOS'u napisany na podstawie przemyśleń pozostałych obozowiczów)

Po obiedzie przedstawiliśmy swoje projekty. Następnie odbyła się ewaluacja, no i oczywiście jej nieodłączny element - test sprawdzający naszą wiedzę z prowadzonych zajęć. Był całkiem obszerny, pytania zamknięte i otwarte, a także pytania z życia, np. "Kim był Matylewicz?". Kiedy już wylaliśmy siódme poty aby cokolwiek napisać, przeszliśmy do przedstawiania naszych opinii na temat obozu. Każdy powiedział, co mu się podobało, co nie. Kolejna ankieta i anonimowe przelanie naszych słów na papier. Dodatkowo wyrażaliśmy swoją opinię o wykładowcach, a także prowadzonych przez nich warsztatach.
Nie zabrakło również pomysłów na przyszły rok, poprawek, skarg i zażaleń (np. Dlaczego obóz jest taki krótki!?).
Chwilka przerwy na odszykowanie się i ponowne spotkanie. Po raz kolejny zostaliśmy mile zaskoczeni przez kadrę. Na sali przygotowany był szwedzki stół, po brzegi wypełniony smakołykami. Sałatki, owoce, słodycze - wszystko czego dusza zapragnie i wszystko dla nas!

Szwedzki stół na uroczyste zakończenie


Oglądając zdjęcia, jakie zostały zrobione przez ostatnie siedem dni, Sławek wygłosił mowę pożegnalną, która doprowadziła większość Ludzi Ostatniej Szansy do łez. Pozostała część kadry, również wypowiedziała kilka ciepłych i serdecznych słów.
Płakali już chyba wszyscy, co spowodowane było słowami jakie padły, wspomnieniami rodzącymi się podczas projekcji zdjęć i nastrojową muzyką.
Po obejrzeniu fotografii rozpoczęło się After Party. Jako pierwszy, popis Wiktora, który był tak fascynujący, że nie da się go opisać.


Film nie jest już dostępny



Wszyscy zaczęli się bawić. Ciekawym elementem był także aerobik poprowadzony przez Pawła, a później także Amadeusza. Około północy z okazji urodzin Natalii i Emilii uroczyście odśpiewane zostało STO LAT. Nie zabrakło tortów, które przygotowały same solenizantki.
Gdy już byliśmy zmęczeni, postanowiliśmy obejrzeć film "Dom tysiąca trupów". Część obozowiczów poszła spać, zaś pozostali do rana rozmawiali.

Seans filmowy



Dzień ósmy - piątek 17 sierpnia 2007 r.

Nadszedł czas rozstania. Już przed ósmą w internacie, oprócz kadry, zostało tylko sześć osób. Do 13 nie było już nikogo...
Wracaliśmy z mieszanymi uczuciami. Smutni, że musieliśmy się rozstać i szczęśliwi, że mieliśmy okazję poznać tylu cudownych ludzi.


Tydzień po LOS'ie

Mamy ze sobą kontakt. Forum Federacji ożyło i pewnie nie na krótko. Zapraszamy się wzajemnie w odwiedziny, jednak wiemy, że prawdopodobnie do spotkania w takim samym gronie już nie dojdzie. Wspominamy to co było piękne, czyli cały LOS 2007.


Z podziękowaniem organizatorom obozu - LOS 2007
Aleksandra Turska
Tczew 2007


Newsletter Poleć znajomemu






< wstecz << Projekty <<< homepage na górę ^   dalej >  


O Federacji |  Wydarzenia |  Standardy |  Super Rada |  Projekty |  Sponsorzy |  Ważne adresy |  Kontakt |  Mapa serwisu |  Copyright


Copyright 1999-2007 webmaster@federacja.org

design by: whizz