Obóz jeden... wrażeń tysiące!
Daria Boruta: Moje odczucia, przemyślenia po Letnim Obozie Samorządowym 2007...
Letni Obóz Samorządowy był dla mnie czymś niezwykłym.
Z jednej strony wielkim, nietuzinkowym szkoleniem,
"sezamem wiadomości", garścią przydatnych informacji
na temat młodzieżowych rad, zaś z drugiej niesamowitym
spotkaniem. Z ludźmi, którzy gdzieś w odległych rejonach
Polski zajmują się czymś podobnym jak ja... Mają podobne
albo całkowicie odmienne problemy dotyczące funkcjonowania
młodzieżowych rad... Wymianą doświadczeń, pomysłów, poglądów.
Bo to przecież w czasie warsztatów dotyczących grupy i procesów,
a później komunikacji, odpowiedzi innych, które padały
na pytanie Wiktora, Pauliny czy Jacka: "Jak to wygląda w waszych
radach?", coraz bardziej mnie zaskakiwały, a mój długopis
notował jak oszalały i w głowie kołatała się tylko jedna
myśl "O matko, ile ja mam jeszcze do zrobienia! :)"
Poza tym nie sposób zapomnieć o atmosferze panującej w trakcie
większości warsztatów. Na początku gry integracyjne, które
sprawiały, że z każdym dniem stawaliśmy i wszyscy czuliśmy
się grupą. Zajęcia były prowadzone tak, że do odpowiedzi,
sedna tematu dochodziliśmy praktycznie sami, przez pracę
w kilkuosobowych zespołach połączoną z dobrą zabawą i śmiechem.
W ten sposób udało mi się dowiedzieć i zapamiętać o wiele
więcej rzeczy niż byłabym w stanie normalnie w szkole.
Tu nauczyłam się patrzeć na młodzieżową radę przede wszystkim
jak na grupę zgranych osób, kolegów, koleżanek, którzy tylko
wspólnie działając mogą osiągnąć zamierzony cel. Zrozumiałam,
że bez jasnej i przejrzystej komunikacji nic się nie uda,
a motywacja, nie jest złą odmianą manipulacji...:) Aha
i oczywiście, zajęcia z Jackiem dotyczące planowania!
To dało dużo do myślenia. Nie tylko na gruncie młodzieżowej rady...
Te wszystkie materiały, jakie dostaliśmy to taki "podszeptnik",
do którego można w każdej chwili zerknąć... Fajnie jest mieć coś takiego.
No i możliwości poznania nowych osób. Każdej zupełnie innej,
ale na swój sposób ciekawej i niepowtarzalnej.
Nigdy nie zapomnę tych wszystkich rzeczy, jakie wspólnie robiliśmy...
Pierwsze poszukiwania, nasze karetki, tunele wraz z niezwykłymi
śpiewami (oficjalne - rynek we Wrocławiu i mniej oficjalne - plac
wkoło internatu), reakcje jakie wywoływały u postronnych ludzi
(czytaj zdziwienie, wątpienie, myśli w stylu:"Czy z nimi
wszystko w porządku?", a po chwili rozbawienie), drugie
wyproszone poszukiwania, które zakończyły się słynnym już
spotkaniem "faceta z dzidą", pomniki miłości, after party,
taniec Wiktora na wieszaku, Mój Aniołek (który potrafił sprawić,
że chciało mi się uśmiechać) i Orzeszek (najlepszy na świecie)...
Hasło mojej współlokatorki "Zróbmy coś Mega!", otwieranie i zamykanie
drzwi przed nosem niezbyt szczęśliwego z tego powodu Wiktora
("Przecież powinniśmy już spać!"), zwiedzanie Wrocławia, w tym
skwarze, kiedy naszej grupie w ogóle się iść nie chciało ...
O tym można by napisać książkę...
Podsumowując Letni Obóz Samorządowy był dla mnie okazją
do naładowania się do pracy w młodzieżowej radzie. Bowiem,
gdy w tym roku, kiedy kończyła się moja kadencja, chciałam
"dać sobie z tym wszystkim spokój", ale teraz wiem, że owego
spokoju sobie nie dam i od września wracam
w szeregi młodzieżowych rad! :)
|
 |
|